Ostatnie pożegnanie Włodzimierza Małka

Artykuły

Ostatnie pożegnanie Włodzimierza Małka

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Pogrzeb Włodzimierza Małka odbędzie się we wtorek 14 marca o godz 13:30 na cmentarzu ewangelicko-augsburskim, ul. Ogrodowa 43 w Łodzi

Włodzimierz Małek

Urodzony w 1935 w Łodzi. Artysta fotografik, członek rzeczywisty Związku Polskich Artystów Fotografików od 1981 r. oraz Łódzkiego Towarzystwa Fotograficznego od 1968 r. od 2010 r. członek honorowy. Brał udział w ok. 100 wystawach fotografii artystycznej w kraju i za granicą. Najcenniejsze wyróżnienia to: srebrny medal na 17 Dorocznej Wystawie Fotografiki ŁTF (Łódź 1970) oraz zloty medal na VI Trienalle Fotografii Teatralnej (Nowy Sad, Jugosławia 1980). Autor indywidualnych wystaw i albumów: „Balet” (Łódź 1978), „Zraniona pamięć” (Łódź 1987), „Detal architektoniczny ul. Piotrkowskiej” (Łódź 1990) oraz albumów: „Łódź – barwy miasta”, „Ginące piękno”, „Łódź-miasto w sercu Europy”, „Piękno ziemi łódzkiej” oraz „Bieszczady”. Laureat nagrody ZŁOTY EKSLIBRIS za rok 2007 w kategorii Najlepsze Wydawnictwo Albumowe o Łodzi – „Łódź, Barwy Miasta”.

Fragmenty wypowiedzi:

 Dzieciństwo

Park Staromiejski, który kiedyś nazywał się Parkiem Śledzia (tam były takie magazyny w czasie wojny, widocznie gromadzące jakieś przetwory rybne czy inne, tam były takie górki itd.) To zaraz po wojnie my tam zimą zjeżdżaliśmy na sankach, na łyżwach itd. I ja jako chłopak małoletni absolutnie, na takich prymitywnych łyżwach tam zjeżdżałem, zderzyłem się z podobnym kolegą do mnie i tam sobie rękę złamałem, w tym Parku Śledzia. Oczywiście to się wszystko zarosło, ale pamięć pozostała.

Wojna

Otóż tam w tej, w albumie „Zraniona pamięć”, w „Słowie od siebie” wspomniałem, iż w czasie okupacji, kiedy getto było jeszcze zaludnione i nie tak dokładnie może pilnowane, uczestniczyłem w takim zdarzeniu, które zapamiętałem oczywiście do chwili obecnej. (…) Mój starszy brat o trzy lata, był jak gdyby wstępnie umówiony z takim swoim sympatycznym znajomym, z drugiej strony ulicy, czyli z getta, z Żydem, z którym sympatyzował i możliwe, że sobie jakieś tam wymiany robili. On był starszy ode mnie, brat, wobec tego ja nie zawsze z nim bywałem. Ale ten moment zapamiętałem dość dobrze i mój brat przygotował wtedy gdzieś jedną czwartą bochenka chleba zapakowaną w szmatkę i o określonej godzinie, kiedy ten Żyd tam przechodził z drugiej strony, to tak sprytnie rzuciliśmy mu ten woreczek z chlebem. (…) Ten przypadek często był pominięty przez reporterów czy redaktorów, że to niemożliwe, żeby tam ktoś rzucał chleb. Możliwe, że to był ten jeden jedyny raz, ale to miało miejsce.

Dalsze lata wojny – tak, pamiętam. Otóż, już po eksterminacji Żydów, w 1942 roku, była ich największa wysyłka, łapanka, traktowali ludzi jak jakieś przedmioty, jak jakieś bydło, to getto stało się niemal puste. Jeszcze pojedyncze jakieś posterunki były wokół tego ogrodzenia, ale getto już nie miało swoich mieszkańców, okupant przystąpił do zdobywania surowca na swoje potrzeby, prawdopodobnie wojenne, to znaczy rozbierał budynki z dachów, z podłóg i w ten sposób zbierał surowiec, prawdopodobnie dla swoich potrzeb związanych z okupacją, z toczeniem wojny itp. No i kiedy później w 1945 roku nastąpiło wyzwolenie Łodzi, w styczniu, to zakradaliśmy się jak gdyby do tego getta i penetrowaliśmy najbliższe uliczki, domy i tak dalej.

 Szkoła

Oczywiście do szkoły żadnej nie chodziłem, o tym nie było mowy. Jakiś tam elementarz ojciec mi się postarał, starszy brat uczył mnie tam poszczególnych wyrazów, liter i tak dalej. No i kiedy nastąpiło wyzwolenie, to oczywiście przystąpiłem do nauki w szkole podstawowej przy ulicy Drewnowskiej 88 chyba, albo 80, jako początkujący dopiero uczeń. Oczywiście takich jak ja było więcej w Łodzi i w Polsce, i trzeba było, że tak powiem, przystąpić do nauki, często odrabiać zaległy czas. Był taki rok, w którym dwie klasy naraz zrobiliśmy, przyspieszone tempo, no i edukowałem tam się do ukończenia tej szkoły podstawowej. Co nastąpiło chyba w roku 1949/1950. Zaraz po ukończeniu szkoły podstawowej przez zupełny przypadek trafiłem do szkoły metalowo-odlewniczej przy ulicy Kopernika. I tam przemęczyłem jeden rok nauki. No, nie wychodziło mi to dobrze, nie byłem zadowolony.

I we dwóch (z kolegą) poszliśmy tam do tej drukarni na ulicy Żwirki, zgłaszając swój akces do ewentualnego przyuczenia w zawodzie. Przyjęto nas z zainteresowaniem, poddano próbie, która polegała na tym, że w dziale litografii, w dziale konkretnie przygotowalni offsetowej, tak to się fachowo nazywało później, kierownik i współpracownicy z nim pracujący jak gdyby chcieli wyczuć moje zdolności manualne do rysowania. Bo w tym okresie dział poligrafii, działał litografii, który wykonywał przygotowanie form do druku dla techniki offsetowej, był bardzo jeszcze, no… w poszlakach wielkich. I kiedy ja się tam znalazłem, poczułem zapach tej farby itd., to tak się dobrze poczułem, że te rysunki, które wykonywałem, mimo, że nigdy dla takich potrzeb nie robiłem, to mi nawet zupełnie dobrze poszło, no i kierownik, ten egzaminator, powiedział: „Dobra, ty możesz przyjść do nauki”, a temu drugiemu, mojemu koledze, podziękowali. I w ten sposób od 1952 roku, od 29 września, stałem się pracownikiem, jak gdyby, drukarni prasowej w Łodzi. Jako uczeń, retuszer dla techniki offsetowej, a później to było połączone z działem fotografii reprodukcyjnej.

 Łódź po 1945

W drukarni prasowej drukowany był album „Solidarności”. Tzn. był album dla „Solidarności” drukowany i później konsekwencją tego, jak już systemy się już troszkę zmieniały, uspokajały, zaczął wychodzić tygodnik „Solidarność”. I tam na takiej dużej amerykańskiej maszynie rotacyjnej, też techniką offsetową, drukowany był ten miesięcznik. Ja zrobiłem reportaż z tego. Drukarnia przeprowadziła się na Armii Czerwonej 28, tzn. na obecną ulicę Piłsudskiego. Tam pracowałem w tej drukarni i właśnie zrobiłem taki reportaż poświęcony pierwszemu numerowi tygodnika „Solidarność”. Pierwszy numer. To jest dokument… niesamowity! Bo tego się już oczywiście nie odtworzy. (…)

To była drukarnia partyjna. Dla potrzeb drukowania przede wszystkim czasopism wielonakładowych. I to było w rękach partii. I tam na ogół pracowali towarzysze. Ale nie wszyscy! I po latach dowiedziałem się, już po zmianie ustroju itd., że były podejrzenia, że ja też jestem jakimś tam politurpem. Dlatego, że: dostał się, wyjazdy za granicę, to, tamto… ale nic z tych rzeczy. Dzięki pracy miałem możliwość jeździć, bo byłem tzw. dobrze zapowiadającym się młodym pracownikiem i wysłali mnie na różne przeszkolenia zawodowe. (…) No czyli co? Byłem uprzywilejowany? Byłem. A jeżeli byłem uprzywilejowany, to musiałem być w partii. A chce pani powiedzieć, że gówno prawda. Nie byłem w partii, tylko byłem porządny człowiek.

Łódzkie Towarzystwo Fotograficzne

I w tymże środowisku łódzkim, w ŁTF-ie, skupiało się całe życie fotograficzne. Bo wtedy nie było żadnych uczelni fotograficznych, a tutaj koledzy zdobywali wiadomości poprzez dyskusje, uczestniczenie w różnych sympozjach, spotkaniach towarzyskich, spotkaniach proszonych gości, artystów itd. My żeśmy wspaniale się w ten sposób edukowali i ładowali akumulatory do dalszego jakiegoś osobistego fotografowania.

W Łodzi był przemysł włókienniczy mocno rozbudowany. Za zgodą władz prezes ŁTF załatwiał nam możliwość fotografowania w zakładach przemysłowych i dokumentowaliśmy. To są zdjęcia z zakładów Strzelczyka w Łodzi, które odwiedzaliśmy w czasie pracy i ja to jakiegoś tam sobie utrwaliłem postacie robotników. Portrety przemysłowe. Też na żywo wszystko robione, bez żadnego doświetlania, bez niczego.

No przecież tyle zatraconych zawodów. W poligrafii mojej wymarł zupełnie zawód fotografa produkcyjnego, retuszera offsetowego, kopisty. Nie ma tych zawodów! Nie ma montażysty. W introligatorni niesamowity postęp jest. Tego aż nie sposób wymienić wszystkiego, bo staje się nudne. I tak jest w każdej dziedzinie przemysłu. Rodzi się pytanie, no czym to się skończy.

Miejsca

ul. Piotrkowska

Nie ma łodzianina, nie ma szczególnie fotografującego łodzianina, który nie poświęcił by swojej trochę uwagi i twórczości naszej kochanej ulicy Piotrkowskiej. I ja nie jestem żadnym wyjątkiem w tym zakresie. (…) I moją uwagę zwróciły detale, fragmenty architektury ulicy Piotrkowskiej. Jak widać, te zdjęcia są wykonane przy pomocy druku offsetowego. One były opracowane przeze mnie też na bazie wykorzystania doświadczeń związanych z pracą w drukarni retuszerskiej. Rzecz polegała na tym, ze półtonowy obraz, który zarejestrował aparat fotograficzny robiąc zdjęcie danego detalu czy fragmentu ulicy Piotrkowskiej, trzeba było później przekontrastować i doprowadzić do pozycji czarno-białej, i tutaj właśnie to widać.

Piotrkowska się modernizuje, przede wszystkim elewacje się unowocześniają, stają się bardziej estetyczne, barwne. I to też raduje oczy. Mnie się podoba to, co się obecnie dzieje na ulicy Piotrkowskiej. Może dlatego, że przedtem te elewacje i Piotrkowska była taka raczej obskurna, to wszedłem w ten detal. Natomiast w albumach poświęconych Łodzi, w cyklu albumów „Łódź – barwy miasta” nie pokazuję detalu tylko raczej już fotografię elewacji –fragmentu czy całej kamienicy. I to jest też ładne.

Manufaktura

Pani sobie nie zdaje sprawy, co się działo w zakładach mechanicznych u Poznańskiego, czyli u dawnego Marchlewskiego, jak nocna zmiana pracowała. Jak się szło późnym wieczorem, czy nie daj Boże tak w nocy ulicą Ogrodową, na wysokości od ulicy Gdańskiej do al. Kościuszki, do pałacu Poznańskiego. To tam praca trwała non-stop, cały czas, tam była symfonia maszyn grających. Niesamowite to było. (…) Teraz przeobrażenie się tej fabryki. Drżeliśmy, co z tym gmaszyskiem będzie, skoro już wyprowadził się przemysł lekki z Łodzi i szczęśliwym zbiegiem okoliczności ktoś się tym zainteresował, odpowiedni rynek w otwartej strukturze europejskiej i powstała ta Manufaktura. To jest kolejne zjawisko, które mnie interesuje, które sfotografowałem i umieściłem we fragmentach albumu o Łodzi – zdjęcia z Manufaktury. To jest coś pięknego, no na tym przykładzie za naszego krótkiego życia jest zauważalne, jak wszystko ulega przemianie, metamorfozie. A zawsze na lepsze.

Natomiast niesamowite położenie Łodzi, które ociera się o Arturówek, o Łagiewniki. Tutaj jest źródło też do wszelkiego chwalenia się naturą jaką nam los wyznaczył na obrzeżach naszego miasta. Tam też ciągle bywam, chodzę na spacery, fotografowałem i też spora część zdjęć umieściłem. A w naturze, szczególnie w lasach, poza estetyką, którą już odpowiednie służby nadzorują, w parkach związanych z zielenią miejską, to mało się zmienia. No, po prostu drzewa rosną, rozbudowują się. Jedne giną, inne się rodzą. To jest normalka.

Impresje

Natomiast najwięcej widać zmian w centrum Łodzi poprzez rozbudowę szerokości ulic. Łódź jest o tyle w niekorzystnej sytuacji, że naprawdę przebudować ulicę Kilińskiego czy Sienkiewicza to nie jest taka prosta sprawa. To wszystko trzeba sukcesywnie, pomału. Wchodzić w te wyrobiska starych kamienic – to już architekci nad tym pilnują, bo wiedzą, co można usunąć, a co nowego wybudować. I dzięki temu, tej nowoczesnej architekturze, która w zderzeniu jest ze starą. To są cudowne tematy do fotografowania. Tam w paru przypadkach wykorzystałem to wszystko. Korzystałem tez z rozbudowy Biblioteki Uniwersyteckiej tutaj w Łodzi, z tego nowego gmachu. Te nowe budynki, które powstały, są też bardzo ciekawe. One też w mojej fotografii zaistniały i gdzieś tam będą, i w ten sposób przyczynię się w sposób mój, fotograficzny, do oddania hołdu tym zjawiskom.

Jak się zaczął Manhattan tworzyć, to był jeszcze okres starego systemu. No i może dobrze, że on był, ze podjął się realizacji tego przedsięwzięcia. Ja mam sfotografowaną ulicę Główną. To w pierwszym numerze albumu „Łódź – barwy miasta”, to tam reprodukuje zdjęcia, które pokazują Łódź, ul. Główną, to ona tam się znajdowała gdzie obecnie są te Manhattany i inne te wieżowce – no, to coś obskurnego było. Teraz to jest piękna aleja taka, że hej! Co prawda reklamy wszystko zasłaniają, no ale na reklamy tez można patrzeć, bo czasem i ładną dziewczynę pokażą i ciekawy temat, i dzięki temu to żyje miasto i żyją ci co coś tworzą i pracują.

 

Troszkę o przeobrażeniach Łodzi. To jest oklepany temat, ale trzeba oddać jakąś cześć temu zjawisku i zaapelować o to żebyśmy w dalszym ciągu pielęgnowali specyfikę i wielokulturowość naszego miasta. Ja na przykład po długiej nieobecności, jak się znalazłem na terenie cmentarza starego, części ewangelickiej, to byłem tak niesamowicie zbudowany i naładowany tematami, ze nie mogłem nie fotografować tego. (…) Drugi taki cmentarz to jest żydowski, tutaj, koło mnie. On za 20-50 lat to będzie rarytasem w skali światowej. Ja w słowie wstępu w tym albumie wspominałem, ze dopiero przyszłe pokolenia docenią znaczenie posiadania tego.